Wywiad z reżyserem

dariuszregucki

WYWIAD Z DARIUSZEM REGUCKIM – REŻYSEREM I SCENARZYSTĄ FILMU

 

 

Film nosi tytuł Bóg w Krakowie i opowiada o…?

O ludzkich historiach, tym, co składa się na nasze życie: zdradzie, grzechu, pokusach, nadziei, wolności i pragnieniu miłości, która nadaje sens życiu tak jak Boże miłosierdzie. Pokazujemy siedem różnych historii, które dzieją się właśnie w Krakowie, ale nie tym magicznym, znanym z folderów turystycznych. Pokazujemy Kraków tajemniczy, urokliwy i mistyczny, w którym realność miesza się z niezwykłym dziedzictwem kultury, przeszłością, postaciami żyjących tu niegdyś świętych i błogosławionych. Taka jest konwencja filmu i Kraków idealnie nadaje się do tej roli.

Kogo widzowie zobaczą na ekranach?

Fantastycznych aktorów, między innymi Jerzego Trelę, Dorotę Pomykałę, Radosława Pazurę, Edwarda Lubaszenkę, Piotra Cyrwusa, Kamillę Baar, Rafała Zawieruchę, Barbarę Kurzaj, Macieja Słotę, Karinę Seweryn, Przemysława Redkowskiego, Jadwigę i Dariusza Basińskich z Kabaretu Mumio i wielu innych. Łącznie w rolach głównych wystąpiło ponad trzydziestu aktorów, nie licząc statystów, których było dwustu pięćdziesięciu. Wszyscy odpowiedzieli pozytywnie na moją propozycję. Efekt ocenią widzowie.

Jak zdołano pozyskać tak wybitnych aktorów?

Nie miałem najmniejszego problemu z obsadą. Potem widziałem tak ogromne zaangażowanie na próbach, na planie filmowym, że byłem tym bardzo zbudowany… Nie ukrywam, że większość tych aktorów to moi przyjaciele i koledzy. Jestem im bardzo wdzięczny za pracę, którą wykonali. Jestem im podwójnie wdzięczny, bo prawda jest taka, że mogli ,,gwiazdorzyć”, także finansowo, a oni przyjęli warunki i pokornie, z wielką uwagą wczytywali się w scenariusz i precyzyjnie wykonywali moje polecenia. Z drugiej strony to są aktorzy wybitni, dlatego też dużo wnieśli na próbach czytanych w szukaniu kontekstów swoich bohaterów. Bardzo mi też pomogli w innych sprawach. Na przykład Dorota Pomykała służyła mi swoją opinią przy castingu…

Podobno można by nakręcić film o tym… jak kręciliście ten film! Mam tu choćby na myśli historię Kariny Seweryn.

Wolałbym, żeby tę historię opowiedziała sama Karina, ale że ona już to wyznała publicznie, więc czuję się upoważniony do przywołania jej. W moim filmie Karina gra w epizodzie, który opowiada o małżeństwie cierpiącym z powodu braku dziecka. Lekarze są bezradni, nie mogą ustalić przyczyny niepłodności. Pisząc tę postać i angażując Karinę, nie wiedziałem o tym, że ona osobiście przeszła w swoim życiu wszystkie etapy takiej walki. Razem z mężem walczyli o dziecko wiele lat. Bez skutku. Dla niej zagranie takiej roli nie było proste, choć jak sama mówi, przestała już liczyć na to, że zostanie mamą. Jaka jest puenta tej opowieści? Zaraz po zagraniu roli w moim filmie Karina zaszła w ciążę. Jak sama mówi – kiedy patrzy na swój duży brzuch, widzi jedno: cud, cudowne dziecko filmu Bóg w Krakowie. To niezwykła historia i niezwykły zbieg okoliczności. No właśnie, czy tylko zbieg okoliczności? Takich historii na planie filmu i w życiu innych aktorów była jeszcze kilka. One będą opisane w książce, która powstaje.

 

Jak widać, film dosłownie przeplata się z życiem! A skoro aktorzy tak dużo otrzymali, pracując przy nim, to co chciałbyś, by dostali widzowie, oglądając go? Po co zrobiłeś Boga w Krakowie? Po co ludzie mają go oglądać?

To nie jest tak, że film religijny robi grupa nawiedzonych ludzi, którzy uważają, że sam fakt pokazania Sanktuarium Bożego Miłosierdzia spowoduje, że jest pięknie, cudownie i znikają wszystkie problemy. To naiwne myślenie. Owszem, jest pięknie i cudownie, ale w filmie jest jeszcze coś takiego, co nazywa się profesjonalizmem, czyli muszą być świetni aktorzy, ekipa, która wie, po co jest, scenograf, kierownik produkcji, dobry operator, czyli to wszystko, co składa się na tak zwaną kuchnię produkcyjną. Bardzo dbałem o to, żeby widz nie odniósł wrażenia, że każemy mu klęczeć i wychwalać nasze dzieło tylko z tego powodu, że mówimy o Bogu. Wiem, że najlepiej sprzedaje się zło, ale ja zachęcam ludzi, żeby w swoim życiu szukali sensu, nadziei i piękna, które musi mieć smak, zapach i koloryt, jest w nim śmiech i płacz. To Państwo znajdziecie w moim filmie, w Krakowie, który jest miastem sakralnym i historycznym.

No właśnie, Kraków! Oglądając sceny, w których pokazano piękno tego miasta, aż chce się do niego przyjechać. Przyznam, że zrobiliście mistrzowskie ujęcia – choćby z drona – po oglądnięciu których „mam smak” na Kraków jak na przykład na Rzym. Nie tylko nie mamy się czego wstydzić, ale wręcz mamy obowiązek pokazać to piękno, w którym żyjemy. Tylko że Kraków pokazany jest w filmie nie tylko ze względu na piękno…

Wybór miejsc, w których opowiadamy nasze historie, nie był przypadkowy. Chodzi jednak nie tylko o piękno Krakowa, który może konkurować z Rzymem czy Pragą. To tylko pretekst, żeby pokazać piękno większe, którym jest nadzieja, bo życie może być trudne, ale na pewno ma głęboki sens. Jeśli człowiek doświadczy miłości, przebaczenia i miłosierdzia, bez żadnych warunków wstępnych, to wtedy może powiedzieć: Panie Boże, jaki Ty jesteś dobry…

Czy jest coś, o czym powinien wiedzieć widz zanim pójdzie do kina?

W filmie każdy szczegół ma głęboki sens i swoją rację. Na przykład jeśli jeden z moich bohaterów ma podjąć decyzję polityczną, to znajdujemy go przed czarnym krzyżem w katedrze wawelskiej. Ten czarny krzyż ma niezwykłą historię. Modliła się przed nim św. Jadwiga, która była politykiem, królem Polski. W pewnym sensie została ona przymuszona do małżeństwa z Władysławem Jagiełłą. Dzieliło ich wszystko: ogromna różnica wieku, wychowanie, kultura. Jadwiga była zresztą zakochana w Wilhelmie Habsburskim. W tej sytuacji pytała Jezusa, co ma robić. I wtedy – jak głosi tradycja – ta młodziutka dziewczyna usłyszała głos Pana: „Rób, co widzisz”, czyli przyjmij krzyż. Opowiadam o tym dlatego, że wybór miejsc, w których osadzono nasze historie, nie był przypadkowy. W Krakowie żyło wielu świętych i błogosławionych, którzy wciąż przychodzą ludziom z pomocą. Wybraliśmy kilku z nich i kilka miejsc z artefaktami. W ten sposób widz zobaczy na przykład Dzieciątko Koletańskie, Matkę Bożą od Wykupu Niewolników, zwaną Matką Bożą Wolności, Centrum św. Jana Pawła II oraz Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. A te wszystkie historie łączy św. Brat Albert, którego widzimy jak chodzi po ulicach Krakowa i wchodzi w naszą nędzę, malując obraz Ecce Homo, obraz cierpiącego Chrystusa. Opisuję tę postać w filmie, dając do wypowiedzenia aktorowi, który gra Adama Chmielowskiego, następujące słowa: „Zostawię Twój portret niedokończony… Dokończy go każdy, który przed nim stanie. Ty zabierzesz od niego cierpienie, grzech i z miłości zamienisz w kolejną ranę… Ty poprowadzisz ich w wieczność, gdzie już nie potrzeba pośrednictwa sztuki, bo staniemy z Tobą twarzą w twarz…”.